Teksty na każdy temat (Reklama: ,)

Wydawałoby się, że rozmyślam głośno, gdyż Margaret Ross zrozumiała mnie doskonale. Może znów ja… A może jeszcze ja? powiedziała z dziwnym spokojem. Naprawdę nie mogę mieć do pana pretensji. Na pańskim miejscu też podejrzewałabym wszystkich. Zdjęła rękawiczkę z lewej ręki, zsunęła pierścionek i podała mi go. Obejrzałem go w świetle latarki. Na wewnętrznej stronie zobaczyłem literki „J.W. M.R. 28 września 1958”. Spojrzałem na nią. Skinęła głową. Jej twarz przybrała wyraz zmęczenia. Jimmy i ja zaręczyliśmy się dwa miesiące temu. To był mój ostatni lot… Mieliśmy się pobrać w grudniu. Wyjęła mi z ręki pierścionek i włożyła go na palec. Kiedy podniosła na mnie oczy, zobaczyłem, że były pełne łez. Czy teraz mi pan wierzy? spytała łkając. Czy wierzy mi pan wreszcie? Po raz pierwszy od dwudziestu czterech godzin zareagowałem w sposób inteligentny, to znaczy zamilkłem. Nie odzywałem się przez dłuższą chwilę. Nie myślałem już o jej dziwnym zachowaniu. To, co mi powiedziała, tłumaczyło wszystko. Siedziałem cicho, przyglądając się jej. Patrzyła przed siebie, dłonie miała zaciśnięte, po jej policzkach płynęły łzy. W pewnej chwili pochyliła się i ukryła twarz w dłoniach. Odruchowo przytuliłem ją do siebie. Nie opierała się. Ukryła głowę w futrze mojego skafandra, płacząc tak, jakby pękło jej serce.

(Reklama: )